NIEOCZEKIWANA SUKNIA MARZEŃ

Z Pamiętnika Panny Młodej…

Do wyboru sukni ślubnej podeszłam z wielkim entuzjazmem. Cieszyłam się niczym Panny Młode, które można oglądać w telewizji w programie „Say yes to the dress”. Płacz przeplatał się z wielkim uśmiechem jeszcze przed przymierzeniem jakiegokolwiek modelu. Sama myśl o tym najważniejszym w życiu wyborze napawała mnie optymizmem i uskrzydlała przez kilka dobrych tygodni

Ale zacznijmy od początku … Jestem typową dziewczyną, która od najmłodszych lat planowała swój Wielki Dzień. Dokładnie wiedziałam jak będzie wyglądała sala, zaproszenia, dodatki czy kwiaty. No i najważniejsze – moja suknia ślubna. Marzyłam żeby niczym bajkowy Kopciuszek, choć na jeden dzień przeobrazić się w ucieleśnienie piękna i spełnić swoje marzenia. Pragnęłam ogromnej sukni balowej, wyszukanej i oryginalnej, mieniącej się sporą ilością kryształów, z powłóczystym trenem, który będzie za mną niosła świta maleńkich dziewczynek. Od lat widziałam oczyma wyobraźni moment, w którym wchodzę do kościoła i nagle staje się jaśniej, a wszyscy zaproszeni goście dosłownie oniemieją z wrażenia. Brzmi pięknie, prawda?

Moja wizja wydawała się zatem bardzo doprecyzowana i zaplanowana w najmniejszym detalu. Zdobny gorset, szeroka, koniecznie tiulowa spódnica i tren- byłam pewna, że tego właśnie chcę. Taką wizję roztoczyłam również przed swoimi najbliższymi, żeby doskonale wiedzieli czego poszukuję i pomogli mi w podjęciu tej ważnej decyzji. Wybór doradców był w moim przypadku prosty, również od zawsze wiedziałam, że będzie to mama oraz moja najlepsza przyjaciółka, czyli osoby, które najlepiej mnie znają i szczerze powiedzą co myślą o konkretnych sukniach.

Zaczęłam wiec standardowo od przeglądania zdjęć sukien w Internecie. Już wtedy pomyślałam, że chyba nie będzie łatwo. Było bowiem całe mnóstwo sukien, które rzeczywiście mi się podobały. Moja przyjaciółka stwierdziła, ze nie ma sensu oglądać fikcyjnych zdjęć, trzeba zacząć prawdziwe przygotowania i na 9 miesięcy przed ślubem ruszyć w końcu na poszukiwania tej jedynej. Umówiłam się zatem na wizytę do kilku salonów. O tych wizytach można by również było napisać ciekawą historię… Ale to może innym razem. Po kilku próbach i zmierzeniu tego, co teoretycznie wydawało się początkowo strzałem w dziesiątkę nieco zwątpiłam. Konsultantki słuchały mnie wnikliwie i faktycznie proponowały modele zgodnie z moimi wytycznymi. Co zatem było nie tak ? Teraz już wiem, ale o tym za chwilę.

Nie potrafiłam odnaleźć się w tych sukniach. Było mi niewygodnie, ciężko i nie widziałam w odbiciu w lustrze siebie. Fakt, wyglądałam pięknie, ale co dziwne – brakowało mi poczucia wyjątkowości.

Salonem, który odwiedziłam już niemalże niechętnie było Essence by Anna. Przywitała mnie w nim pogodna stylistka, która zapytała czego oczekuję. Widziała chyba moją rezygnację, uspokoiła mnie i powiedziała, że sprawdzimy w czym poczuję się najlepiej.

Dziewczyny nie uwierzycie, z salonu wyszłam z podpisaną umową na suknię o kroju rybki! Nieprawdopodobne? A jednak stało się! Okazało się, że wizja mojej wymarzonej sukni, chyba stała się dla mnie zbyt oczywista. Miałam już tak sprecyzowane wymagania, że to czego chciałam nie zachwyciło mnie. Potrzebowałam szoku, kompletnej odmiany i efektu WOW! Osiągnęłam ten cel tylko dzięki fachowej pomocy pani stylistki. Będę jej chyba za to dozgonnie wdzięczna. Obudziła we mnie nadzieję i sprawiła, że poczułam się w końcu sobą. Inną niż zakładałam na początku, ale prawdziwie olśniewającą.

Piszę do Was drogie przyszłe Panny Młode, bo znam te rozterki. Wiem, że ciężko przełamać się i chociażby przymierzyć coś, o czym wcześniej wcale nie myślałyśmy. Ale wierzcie mi, naprawdę warto. Ja zakochałam się w swojej sukni Martina Liana 775 od pierwszego wejrzenia! Jestem w niej prawdziwą kobietą, elegancką, nowoczesną i odrobinę seksowną. Jestem pewna, że  dzięki tej sukni, wzrok wszystkich gości weselnych skupi się na mnie. To nieprawdopodobne, że moje wyobrażenie o sukni w jednej chwili zmieniło się o 180 stopni.

Każda z nas planuje swój wielki dzień. Nie ma nic złego w spełnianiu marzeń i realizowaniu wcześniej ustalonych wizji. Pamiętajcie jednak o tym, że po prostu warto się otworzyć i spróbować czegoś innego. Powiew świeżości i nowoczesności zawsze wychodzi na dobre.

Życzę Wam owocnych poszukiwań i trzymam kciuki
Szczęśliwa Panna Młoda Aneta – klientka salonu ESSENCE by ANNA w Katowicach

Published by

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s